Opowiedziałam magazynowi Afisha-Ed o moim związku z jedzeniem, semoliną i powstaniu projektu Salatshop.
Jak i kiedy powstał projekt Salatshop?
O zdrowiu i odżywianiu zaczęłam poważnie myśleć w wieku 18 lat, kiedy po miesiącu jogi w Ambasadzie Indii i odstawieniu klopsików mojej mamy, poczułam zmiany nie tylko w ciele, ale i w głowie. Kłujący młodzieńczy charakter stał się gładki i elastyczny. Wzrastało poczucie lekkości - fizycznej, w podejściu do siebie i innych. Te przemiany obudziły we mnie wielkie zainteresowanie. Zaczęłam badać, jak zewnętrzne wpływy wpływają na wewnętrzny stan człowieka. Jaki rodzaj jedzenia sprawia, że czujesz się zdrowy i szczęśliwy, a jaki, że czujesz się słaby. Czytałam literaturę na temat odżywiania, wegetarianizmu, jogi, oddychania, medycyny alternatywnej i Ajurwedy, studiowałam wiele książek i artykułów w języku angielskim, pisałam pytania do autorów. Pięć lat aktywnych badań, komunikacji z różnymi ekspertami i eksperymentów na sobie znacznie zmieniło moje rozumienie zdrowia i odżywiania. Aby moje doświadczenie było przydatne nie tylko dla mnie i mojej rodziny, założyłem bloga o nazwie Salatshop.
Teraz swoją pasję zamieniam w zawód - kończę studia na kierunku dietetyka i detoks. Ale Salatshop pozostanie blogiem lifestylowym, bez zagłębiania się w fizjologię czy fizykę.
Jaki jest Twój osobisty związek z jedzeniem? Jesteś wegetarianinem, weganinem czy nie?
Nie jem zwierząt, ale nie jestem wegetarianinem. Czuję się świetnie przy tym samym stole, co ktoś, kto je steki. Sam wegetarianizm czy weganizm nie sprawi, że człowiek będzie zdrowy. Potrzebujesz holistycznego podejścia. Jeśli mówimy tylko o jedzeniu, to powinno być ono jak najbardziej naturalne - minimum konserwantów, mąki, cukru i produktów o długim terminie przydatności do spożycia. Więcej warzyw, zieleniny i owoców. Do tego zawsze powinien dobrze smakować - więcej przypraw, urozmaiceń. Powinno być też miejsce na niezbyt zdrowe, ale bardzo lubiane potrawy.
Czy uważasz się za smakosza?
Jeśli jestem fuddy-duddy, to w tym sensie, że jestem świadoma swoich wyborów żywieniowych. Zwracając uwagę na odżywianie, nie popadam w skrajności. Nie jestem osobą, która spędza godziny na omawianiu nowych przepisów i oglądaniu programów kulinarnych. Ogólnie rzecz biorąc, nie myślę o jedzeniu za dużo i niczego sobie nie zabraniam. Po prostu z czasem niektóre potrawy zupełnie wypadły z mojego życia. Do białych bułek z mąki mam takie same odczucia jak do papieru - można je ładnie złożyć, ale po co je żuć? Ale nie odmówiłabym sobie smacznych lodów.
Co zazwyczaj gotujesz?
Każdy dzień zaczynam od soku warzywnego - to najsmaczniejszy sposób na dostarczenie sobie porcji naturalnych witamin i mikroelementów, dodanie blasku mojej skórze i zwiększenie energii. Uwielbiam smoothies, które często przygotowuję z jagód, bananów i ziół. Robię różne sałatki, uwielbiam zapiekane bataty i duszone warzywa z kozim lub owczym serem.
Gdzie mogę kupić i, co ważniejsze, jak wybrać zdrowe owoce i warzywa?
Kiedy mam czas, lubię robić zakupy na targu, ale coraz częściej znajduję też przyzwoity wybór w supermarketach. Zawsze preferowane są sezonowe warzywa i dojrzałe owoce. Zdrowy rozsądek i zmysł węchu są najlepszymi pomocnikami w wyborze jedzenia. Jeśli pomidory mają blady kolor, a gruszki w ogóle nie pachną, nie należy oczekiwać, że będą smakować lub będą przydatne.
Najfajniejsza i najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek jadłeś?
Najfajniejsze są dojrzałe, słodkie arbuzy, które jadłam opalając się nad morzem. I dojrzałe słodkie mango w Tajlandii.
Z tych strasznych była kasza manna z grudkami, kluski mleczne i kisiel. To wszystko było w przedszkolu. I to są tylko tortury, a nie jedzenie!
Czy chodzisz na jakieś zajęcia z gotowania?
Trochę się nudzę na zajęciach z gotowania, bo nie jestem kucharzem, więc nie spędzam na nich czasu. Teraz studiuję, aby zostać specjalistą od detoksu i biorę udział w seminariach na ten temat. To wspaniałe, kiedy mogę siedzieć w piżamie w Moskwie, a guru z Nowego Jorku przez Skype'a opowiada mi o wszystkich subtelnościach i zasadach diety detoksykacyjnej.
Więcej o foudies (od jedzenia) - ludziach, którzy pasjonują się jedzeniem na różne sposoby - przeczytacie w lipcowym numerze magazynu.